Nie piszemy też o turystach na połoninach, których biegacze zmuszają do klaskania, fot. Jola Błasiak-Wielgus

Nie piszemy też o turystach na połoninach, których biegacze zmuszają do klaskania, fot. Jola Błasiak-Wielgus

nic o zmianie trasy Biegu Rzeźnika
Wszyscy już wszystko napisali, mądrzejsi od nas wywalili tony atramentu, więc nie będziemy powielać tych mądrości.

o Mirku Bienieckim
Bo to strasznie zły człowiek jest, a my nie chcemy pisać tu o złych ludziach. Syn redaktora naczelnego powiedział nawet, że to straszny chuj jest. Tak wyczytał. I o tym, że chce zarobić na organizacji Biegu Rzeźnika. Też tego nie rozumiemy – na jego biegu zarabiają wszyscy (sponsorzy, mieszkańcy, pensjonaty i hotele, sklepy, firmy ze sprzętem, przewoźnicy, a nawet automaty z prezerwatywami) i nie rozumiemy, dlaczego jeszcze on ma na tym zarabiać. Mirek, opamiętaj się!

o opłatach za biegi
Bo podobnie jak większość komentujących w sieci, uważamy, że to organizatorzy Biegu Rzeźnika powinni płacić biegaczom za to, że zechcieli wziąć udział w ich biegu. Normalną dniówkę – powiedzmy stawka za godzinę 100 zł (dla prawników 500 zł) – biegniesz 10 godzin dostajesz tysiaka. I tak powinno być we wszystkich biegach na świecie – oczywiście tylko dla Polaków.

o wspomnianych prawnikach
Tak, tym ostatnim nie poświęcimy osobnego akapitu. Na forach niektórzy z nich chwalą się, że też biegają ultra (z litości nie napiszemy, którzy), przy okazji ogłaszając, że zbierają chętnych do pozwu zbiorowego przeciwko OTK Rzeźnik. Wiadomo, oni wszystko wiedzą najlepiej, więc my tu już nic nie mamy do dodania.

o blogerach
Szczególnie tych, którzy nie mając żadnego w tym interesu (nie wybierali się na Bieg Rzeźnika), najwięcej robili wrzawy we wspomnianej sprawie. Nie napiszemy, którzy, by nie robić im „zasięgów”.

o PiS-ie, srisię i makaronie z pesto
Bo nie znamy się na polityce, także leśnej. Nie mamy zielonego (jak pesto) pojęcia, czym zajmuje się minister środowiska i dlaczego zawsze PiS (albo PO) są wszystkiemu winne. A może tym razem winne jest SLD? Zaraz, zaraz, ale czy SLD jeszcze istnieje?! Nie wiemy. O ochronie przyrody też nie mamy zielonego pojęcia. A dlaczego nie napiszemy nic o makaronie z pesto? W sumie to nie wiemy, bo nic do niego nie mamy.

79c50866-d419-41c0-affe-e74ba8acc542

że na wszystkim się znamy
Bo przecież się znamy. Bo przy okazji Rzeźnik Gate okazało się znów, że jesteśmy specjalistami od organizacji biegów, ochrony przyrody, zasad sawuła wiwru oraz od kanalizacji. Tak, od kanalizacji – w tych dniach ludzie na potęgę zaczęli obrzucać się gównem.

o drodze krzyżowej na Tarnicę
z oczywistych powodów – bo się boimy

o Annie Lewandowskiej
Ale bardzo ją cenimy i przygotowujemy zupełnie nowe wydawnictwo, które w całości poświęcimy tej największej polskiej sportsmence.

o Kilianie Jornecie
No dobra, wspomnimy o nim w jednym artykule. Jak zdążymy.

o brakach w kreatywności
Nie napiszemy więc z udawanym oburzeniem o tym, jak można nazwać biegową (?) imprezę Armagedon Run i udawać, że w żaden sposób nie nawiązuje ona do nieco starszego cyklu Runmageddon. To wszystko wydaje nam się tak żenujące, że aż podpowiadamy, jak można nazwać swoje biegi: „Do usranej śmierci run” albo „Aż się zmęczycie bardzo run”, ostatecznie może też być „Masakrator Run”.

o braku dystansu
Zupełnie na koniec nie napiszemy też nic o braku poczucia humoru, dystansu, nadęciu i zadęciu, co to się ujawnił w ostatnich dniach i dotknął nas – ha ha – do żywego. Otóż nie, nie napiszemy, że będziemy poważni, odpowiedzialni, umiarkowani i frasobliwi. Tak, frasobliwi. Szczególnie to ostatnie. Grzesiek Soczomski mawia, że „sprawdzian umiejętności odczytania ironii powinien zastąpić maturę”. I tu stawiamy kropkę.

Marcin Kijowski
tekst pochodzi z majowego numeru „Ultra Trail Runner Magazyn”

Pin It on Pinterest

Share This