Jeszcze nim trafił na rynek, rozpalał wyobraźnię biegaczy. Spekulowano, jakie będzie miał parametry, jak poradzi sobie z wielkim rywalem zza wielkiej wody; z trwogą dyskutowano o cenach. Nowy król Suunto do sklepów trafił latem, a my porównaliśmy go z dotychczasowym władcą. Czy rzeczywiście zdobędzie serca i portfele biegaczy?

Marcin Kijowski

fot. Suunto.com

fot. Suunto.com

Na rynku elektronicznych gadżetów aż roi się od doskonałych urządzeń. Polary, Timexy, Sigmy, Tom Tomy, Garminy i Suunto. Wytrawny biegacz wie jednak, że liczą się tylko te dwie ostatnie marki, ze swoim topowymi zegarkami multisportowymi. Dziś kilka słów o produkcie z Finlandii, bo Fenix 3 Garmina swą premierę miał już jakiś czas temu. Teraz kolej na jego nowego rywala: Suunto Spartan Ultra.

Do tej pory flagowcem Suunto był Ambit 3 Peak – zegarek najbardziej uniwersalny, wytrzymały; dla najbardziej wymagających użytkowników. Jak na jego tle prezentuje się nowy „kombajn” z fińskiej stajni? Oczywiście, podobnie jak starszy brat, ma on „wszystko”, skupmy się więc na kluczowych cechach, oczywistości pozostawmy na boku. Do zestawienia wybraliśmy wersję Suunto Spartan Ultra All Black Titanium i Suunto Ambit 3 Peak Sapphire.

Wibracje
Spartan dostał w końcu to, czego szalenia brakowało zegarkom serii Ambit, a konkurencja miała od dawna. Bezcenne i punkt dla Spartana.

Wytrzymałość baterii
Tu Spartan… przegrywa. W trybie sportowym, gdy używamy GPS z sekundowym zapisem trasy, Ambit wytrzymuje 20 godzin, podczas gdy jego nowszy brat tylko 18. W wersji śladu 5-sekundowego to odpowiednio 30 do 26 godzin na korzyść Ambita, a w trybie energooszczędnym (60 sek.) to już prawdziwy pogrom: 200 do 65 godzin. W trybie czasu ta różnica też jest nieco szokująca: Ambita trzeba ładować raz na miesiąc, podczas gdy Spartan padnie dwa tygodnie wcześniej. Trochę to wszystko zaskakujące, bo przyzwyczailiśmy się jednak, że nowe baterie są zawsze coraz mniejsze, lżejsze i pojemniejsze. Oczywiście w czasach, gdy za grosze można kupić power banki dla niektórych wytrzymałość baterii nie ma znaczenia, jednakże czasem każdy dodatkowy gram bagażu ma znaczenie. Punkt dla Ambita.

Wyświetlacz
Spartan dostał kolorowy, dotykowy wyświetlacz (jeszcze nie wiemy, jak spisuje się w deszczu, błocie, czy kurzu), o rozdzielczości 320×300. Ten z Peaka (128×128) jest już bardzo dobry, więc dodanie kilku pikseli na pewno nowemu urządzeniu nie zaszkodzi. Dajemy punkt Spartanowi, choć tak naprawdę wszystko okaże się „w praniu”.

fot. Suunto.com

fot. Suunto.com

Szkło
W Ambitach za wytrzymalsze szkło szafirowe trzeba było dopłacić kilka stówek. W Spartanie szafir jest standardem, więc niech radują się serca. Bo choć kryształ mineralny, z którego wykonano standardowe szkiełko w Ambitach potrafi wytrzymać sporo, to czasami dzieją się z nim dziwne rzeczy. Tak np. stało się z używanym przeze mnie Ambicie Taverse. Zegarek bywał w Tatrach, zdarzyło się uderzyć w kamień, zaczepić o krzak czy inną przeszkodę. I nic się nie stało. Szybka pękła w mieście, podczas przypadkowego, delikatnego dosyć zetknięcia zegarka z przeszkodą. Punkt dla szafiru – za wyposażenie standardowe.

Waga
W porównaniu z Ambitem lekkość Spartana jest wręcz nieznośna: 92 g do 73 g. Nowy zegarek jest nie tylko lżejszy, ale i cieńszy, przez co lepiej leży na szczupłych dłoniach. Z odbudowy nie wyróżnia się już też antena, co sprawia, że urządzenie jest jeszcze bardziej zgrabne. Niby nic, a cieszy. Osobiście nie jestem zwolennikiem zegarków minimalistycznych; lubię, gdy czuję, że mam „coś” na ręce, czasami jednak Ambit 3 Peak uwiera. Punkt dla Spartana.

Pasek
Elastomer w Ambitach kontra silikon w Spartanach. Wybieram ten drugi – mniej sztywny, lepiej układa się na ręce, jest mniej „obcy” dla ciała – tak to nazwę. Punkt dla Spartana.
Wysokościomierz. Barometryczny w obu przypadkach. Bez różnicy i zapewne świetny także w Spartanie. Remis.

fot. Suunto.com

fot. Suunto.com

Tryby sportowe
Tu Spartan zdecydowanie góruje nad rodziną Ambitów. W nowym zegarku można ustawić aż 100 różnych trybów, podczas gdy w Peaku tylko 10. I rzeczywiście, czasami trochę ich brakuje. Dodatkowo Spartany w owych trybach wyposażone są w wykresy, słupki i krzywe. Punkt dla Spartana.

Nawigacja
Wydawało się, że rodzina Amibtów jest całkiem słusznie wyposażona w różnorakie funkcje nawigacyjne, mniej lub bardziej przydatne podczas biegów czy wędrówek. Ale Spartan wyprowadził nawigację na jeszcze wyższy poziom. Mamy więc m.in. zapis przebytej trasy w czasie rzeczywistym, automatyczne powiększanie mapy na podstawie kształtu trasy, poziomy powiększania w nawigacji, planowanie tras z profilem wysokości oraz wiele innych funkcji, których Ambit 3 Peak nie ma. Punkt dla Spartana.

Pomiar tętna
Tu więcej oferuje Ambit 3 Peak, np. ma limity tętna i strefy. W obu przypadkach wymagany jest pas do pomiaru, ale wg zapowiedzi, do końca roku ma pojawić się Spartan z optycznym pomiarem tętna. Pytanie tylko, jak będzie z jego dokładnością? Na razie punkt dla Peak.

Wodoszczelność
Do 100 metrów oba modele.

Cena
2090 złotych za Ambit 3 Peak HR i 3400 za Spartan Ultra All Black Titanium HR. Trzeba przyznać, że cena nowego urządzenia robi wrażenie. Dużo? Mało? Na pewno sporo, ale jako że nie testowaliśmy jeszcze nowego zegarka – czy warto – w tym temacie się nie wypowiemy.

Różnic jest sporo, wielka też przepaść w cenie. Na punkty wygrywa Spartan, ale każdy musi sobie sam ocenić, czy i jak bardzo dana cecha jest dla niego kluczowa. Jeden za nic będzie miał kolorki na cyferblacie, innego nie zagrzeje czas pracy baterii. To też tylko papierowe porównanie, więc nie ośmielam próbować radzić czy oceniać. Bo o ile Amibta 3 Peak znam jak własną kieszeń, o tyle Spartan wciąż jest dla mnie zagadką – nie wiem, jak sprawuje się w terenie, w codziennym użytkowaniu, czy podczas biegu ultra. Na taką ocenę pewnie przyjdzie czas. Wiem jednak jedno: jeśli komuś niepotrzebny jest kolorowy wyświetlacz i wibracje, niech kupuje Peaka. Cena już nie szokuje.

Pin It on Pinterest

Share This