Pasja. Wypadek. Znowu pasja. Życia. Ta historia ma piękny początek, dramatyczny środek i niesamowite zakończenie. Nie, zakończenia właściwie jeszcze nie ma, jest teraźniejszość – walka o marzenia. Na razie Gela Allmann ją wygrywa.

Marcin Kijowski

fot. Sport 2000 Germany / Thomas Kettner

fot. Sport 2000 Germany / Thomas Kettner

Dziewczyna mruży oczy w alpejskim słońcu. Kwiecień w Alpach może nie jest jeszcze najcieplejszym miesiącem wiosny, ale śniegu w dolinach już nie ma. Są za to krokusy i narcyzy; i odurzający zapach, którego “tam” tak jej brakowało. Leniwie podniosła kije, spojrzała przed siebie. Uśmiech zabłąkał na jej twarzy. Ruszyła.

Przed nią była góra, na którą zamierzała wbiec. Jak na tym zdjęciu obok. To jest jej własna góra. Musi ją przejść, wdrapać się na szczyt. Choćby miało jej to zająć kilka lat. Tak postanowiła. Bo to niewielkie wzgórze gdzieś we włoskich Apeninach Abruzyjskich to dziś jej metafora życia. Na imię ma Gela i kiedyś już tam była. Dwa lata temu. Dziś ma 32 lata i na górę próbuje się wdrapać ponownie.

Młoda, piękna, utalentowana. Choć na nartach zaczęła jeździć w wieku czterech lat, dopiero 22 lata później odkryła w sobie prawdziwą narciarską pasję. Sport “kręcił” ją od zawsze: bieganie, pływanie, fitness. Narciarska gorączka zawładnęła nią, gdy po raz pierwszy ruszyła na skiturową wycieczkę. Mówi się, że kto spróbuje tego choć raz, już nigdy nie będzie mógł przestać. Tak było i z panną Allmann.

fot. Sport 2000 Germany / Thomas Kettner

fot. Sport 2000 Germany / Thomas Kettner

Góry pochłonęły ją całkowicie, nie pozostawiając miejsca na wątpliwości i rozterki: zimą narciarstwo wysokogórskie, latem bieganie po górach. Tam czuje się najlepiej. Była z siebie bardzo dumna, gdy udało jej się ukończyć taki cały niezwykle wymagający sezon. Tak dobra, że trafiła do niemieckiego teamu Dynafita. A tam tylko najlepsi z najlepszych. I uroda, która otwiera wszystkie drzwi. Upadek był, jak to zwykle bywa, nagły i bardzo bolesny; właściwie nie powinna już dzisiaj żyć. Z połamanymi kościami rąk i nóg, naderwanymi nerwami i mięśniami, złamanym nosem i ranami na całym ciele. W kwietniu 2014 roku.

Cztery miesiące później na jej fejsbukowym profilu pojawiło się zdjęcie: Gela stoi na szczycie Rauh am Spitzingsee (1689 m n.p.m.). Uśmiecha się szeroko. Prawa noga w klamrach, dłoń wskazuje niebo. Przesłanie jest jasne: widzicie? Znowu tu jestem, w moich górach. Nic mnie nie złamie. – Chciałam tam wejść, koniecznie udowodnić, że dam radę – wyjaśniła później. Niemożliwe stało się możliwe. Gela stała się wzorem i inspiracją dla tysięcy ludzi.

4a111142-4426-4ea9-acbe-c638bda98c41

Ale wróćmy do feralnego przedpołudnia. Był początek kwietnia 2014 roku.

Marcin Kijowski
tekst pochodzi z majowego numeru „Ultra Trail Runner Magazyn”

Pin It on Pinterest

Share This